Historia nowozelandzkiej szkoły
Trener Arthur Lydiard rozpoczynał swoje eksperymenty, obciążając własny organizm. Biegając w trudnym, pagórkowatym terenie, sprawdzał limity ludzkiej fizjologii. Szybko odkrył, że objętościowy, wolny wysiłek oddziałuje na ciało skuteczniej niż powszechnie stosowany w tamtych czasach morderczy trening sprinterski. Lydiard uważał, że sukces sportowy na bieżni (wliczając w to dystanse 800 m, 1500 m oraz 10 km) bezwzględnie wymaga uprzedniego wypracowania tytanicznej wytrzymałości.
Lydiard zalecał ogromny kilometraż – u zawodowców norma wynosiła nierzadko 100 mil tygodniowo. Ciało zmuszone do powolnego, ale bardzo długiego wysiłku potęguje transport tlenu do tkanek, a mięsień sercowy pompuje krew o wiele wydajniej, pracując na niskim tętnie. Arthur Lydiard zaszczepił również w społeczeństwie ideę joggingu. Kiedy amerykański trener Bill Bowerman odwiedził Nową Zelandię, zachwycił się masowym ruchem biegaczy-amatorów i rozpropagował to zjawisko w Stanach Zjednoczonych.








