Skąd wzięła się tradycja witania się w górach?
Tradycja pozdrawiania się na szlakach nie wzięła się z czystej uprzejmości, ale przede wszystkim z solidarności i potrzeby bezpieczeństwa. Dawniej, gdy turystyka górska dopiero raczkowała, wyjście w wyższe partie Tatr czy Beskidów było elitarną i niebezpieczną wyprawą. Spotkanie drugiego człowieka na ścieżce było wydarzeniem rzadkim i niosło za sobą ogromny ładunek emocjonalny.
Pozdrowienie było sygnałem: „Widzę Cię, jesteśmy tu sami, w razie kłopotów możesz na mnie liczyć”. Dodatkowo krótkie „Cześć” lub „Dzień dobry” pozwalało na szybką ocenę stanu mijanej osoby i tego, czy nie jest skrajnie wyczerpana, odwodniona (wtedy można było zaproponować butelkę z wodą) lub zagubiona. Tradycja ta budowała tak zwane braterstwo szlaku, znosząc bariery klasowe, wiekowe i społeczne. W górach wszyscy stają się sobie równi w obliczu potęgi natury.
Dziś „dzień” dobry czy „cześć” na szlaku wiele osób mówi bez wiedzy o tych zwyczajach. Kiedy napotykasz kogoś na szlaku, wzajemna życzliwość nakazuje odpowiedzieć na przekazywane serdeczności.







